poniedziałek, 14 września 2015
niedziela, 12 lipca 2015
Pięćdziesiąt Pięć . ♥
Jakiś czas
później.
- Misiek ja już
mam dosyć! – Mruczałam wchodząc po raz kolejny na 4 piętro z kolejnym kartonem.
- Skarbie to już
prawie koniec. Wyobraź sobie, że za chwilę będziesz miała ciszę i spokój –
zaśmiał się idąc za mną.
- Przestańcie już
mruczeć. To cholerstwo jest ciężkie. – Mruczał niezadowolony Mateusz.
- Oj no ja wiem,
że jesteś zły. – Zaśmiał się żartobliwie Kubiak.
- Dziwisz mi się?
– Zapytał rzucając się na kanapę w naszym nowym salonie.
- No w sumie nie.
Też chyba byłbym zły. Nie dosyć, że ci ją zabrałem to jeszcze ukradłem daleko
od Ciebie.
- Jakie daleko?
Nie zapominaj, że to Mateusz uciekł do Niemiec. – Wytknęłam bratu język.
Nasze życie z
dnia na dzień ulegało zmianom. Oboje robiliśmy wszystko, aby zawalczyć w końcu
o to co udało się nam naprawić. Wyprowadziliśmy się, zamieszkaliśmy ponownie
razem. Wszystko to przy naszych charakterach graniczyło cudem. Każda rozmowa
dotycząca tego kończyła się ogromną kłótnią. Nawet przy samym wyborze miasta
oraz głupiego wystroju łazienki potrafiliśmy obrzucać się wyzwiskami i różnymi
krzykami, które kończyły się nawet trzaśnięciem drzwiami frontowymi, ale chyba
nawet to się opłaciło. Daliśmy radę, teraz możemy cieszyć się dobrze podjętą decyzja.
Nasi przyjaciele dzielnie z nami wytrwali przysłuchując się tylko i wybierając
za nas niektóre rzeczy. Mateusz początkowo słysząc nasz pomysł wpadł w szał ale
po chwili przytulając się do mnie życzył nam szczęścia i powodzenia.
24 grudnia 2015
rok.
- Michał cholera
jasna spóźnimy się. Pośpiesz się w końcu! – Wrzeszczałam z korytarza czekając
na niego.
- ale gdzie są
kluczyki od samochodu?
- na komodzie
przy wazonie. Tam również leży i twój portfel. – Odpowiedziałam szybko wyprzedzając
jego następne pytanie.
Przybiegł szybko
w końcu ruszyliśmy w drogę do Poznania, do mojej mamy. W końcu postanowiliśmy z
Mateuszem i z nią, że zakopiemy ten kamień niezgody i damy sobie szanse na
naprawę wszystkich naszych błędów. Mają dojechać do nas również państwo
Ignaczakowie.
Podjeżdżając pod
dom mamy i Marka, jej partnera poziom mojej ekscytacji sięgnął najwyższego
poziomu. Aż mnie pośladki świerzbiły, żeby tylko jak najszybciej przywitać się
z nią. Ona również nie mogła się nas doczekać bo widząc nasze auto od razu
wybiegła na ganek i rzuciła się w nasze ramiona opuszczeniu samochodu. Jak się
okazało miałam rację. Spóźniliśmy się bo wszyscy już byli i czekali tylko na
nas. Wszyscy razem oczekiwaliśmy pierwszej gwiazdki, a gdy już ją ujrzeliśmy
podzieliliśmy się opłatkiem i zasiedliśmy do stołu. Po posiłku nadszedł czas
prezentów. To czego nie mogłam się doczekać najbardziej. Szybko podbiegłam do
Michała z prezentem i kazałam jak najszybciej otworzyć. On o dziwo powiedział
to samo. Wszyscy stwierdziliśmy, że zrobimy to razem. Reszta odliczała od 1 do
3 i po 3 mieliśmy otworzyć prezenty. Nasze miny wyglądały idealnie. W prezencie
od Michała znajdował się pierścionek zaręczynowy i karteczka z datą ustalonego
ślubu na 11 czerwca 2016 roku. Zaś w prezencie ode mnie na Michała czekał test
ciążowy. Rzuciliśmy się sobie oboje w ramiona. Pozwoliłam Michałowi umieścić pierścionek
na palcu i wszyscy rzucili się na nas składając gratulacje. Te święta
zapowiadały się ciekawe, oraz dalsza przyszłość po nich.
Wiem, nie wyszło mi to. Ale obiecuję, że w następnym wam to wszystko wynagrodzę :*
piątek, 10 lipca 2015
Zapowiedź
Witam. chciałam was zapoznać z bohaterami nowego opowiadania, które ruszy tuż po zakończeniu tego :
http://niechcegnac.blogspot.com
Zapraszam :*
http://niechcegnac.blogspot.com
Zapraszam :*
piątek, 19 czerwca 2015
eee tam
Hej wam wszystkim ;) o ile w ogóle tutaj ktoś jest :)Ale nawet jesli nie ma to i tak napisze wyjaśnienia bo to sie chyba wam wszystkim należy.AA wiec przyznam sie z bólem w sercu ze to nie jest to czego oczekiwałam. Te opowiadanie zupełnie wymsknelo mi sie, stracilam nad nim kontrolę zupełnie. Mam nowy pomysł i myślę nad jego realizacja ale najpierw zakonczumu te. Co wy na to ? Czekam na wasze opinie :)
sobota, 7 marca 2015
Pięćdziesiąt Cztery . ♥
- Kocham cię idiotko! – Spojrzał na mnie błagalnie – Proszę cię,
wysiądź tutaj do mnie. Porozmawiajmy ze sobą na spokojnie. – Ukląkł przed maską
samochodu i wyczekiwał. Wysiadłam z samochodu i czym
prędzej zaczęłam okładać go pięściami.
– Jak mogłeś zrobić mi takie
świństwo kochając mnie, co? Kim w ogóle była ta dziewczyna? Powiedz mi kurwa,
kim?
- Możemy porozmawiać gdzie
indziej?
- Wsiadaj. – Powiedziałam, po czym
wsiadłam do samochodu i czekałam aż w końcu i on zajmie miejsce obok. Gdy to
uczynił od razu ruszyłam z miejsca. W samochodzie panowała idealna cisza, że
nawet radia nie było słychać. Zatrzymałam samochód na parkingu w lesie. – Dowiem
się teraz, kto to był?
- To była Monika. – Spuścił głowę
na dół i wziął głęboki wdech. - Wykorzystała mój stan, to, że byłem w totalnej
rozsypce. Zaproponowała mi relaksującą wycieczkę nad pobliskie jezioro. Nie wiedziałem,
co planuje. Powiedziała, że mam iść na chwile do tyłu, bo czeka tam na mnie
niespodzianka. Poszedłem, ale ona za mną. Gdy się na nią spojrzałem już była
naga. Zaczęła mnie całować, a ja z tego wszystkiego nie potrafiłem się jej
oprzeć. Wyobrażałem sobie, że to ty byłaś na jej miejscu. Że dotykam właśnie
ciebie. Że to właśnie twoje usta całuje. Nie rozumiesz, że kurwa żyć nie umiem
bez ciebie? Bez twojej osoby. Jesteś dla mnie jak tlen, a bez niego nie da się
żyć. Zrozum to kurwa jasna.
Zaskoczył mnie tym, co powiedział.
Był to miód dla mojego serca, ponieważ z jego ust wyszły słowa, które chciałam
usłyszeć.
- Cały czas próbowałam wrócić do
Polski, do Ciebie. Ale właśnie, dlatego nie potrafiłam. Za każdym razem, gdy
postawiłam nogę na płycie lotniska wracałam z płaczem w ramiona Mateusza. Tego
się właśnie kurwa mać bałam. Twojego odrzucenia! Tego, że gdy stanę przed Tobą
naplujesz mi w twarz. Ale powiem ci szczerze, że to chyba zabolałoby mnie mniej
niż ta twoja jebana obojętność, nienawiść, gniew. To bolało mniej niż to, co
zrobiłeś z Moniką!
- Powiedz mi kurwa, że nikogo tam
nie poznałaś, że z nikim się nie spotykałaś. Powiedz mi kurwa, że się z nikim
nie przespałaś.- Jego głos drżał.
- Opuściłam głowę w dół i
spojrzałam na pedały.
- Widzisz? Sama do
najwierniejszych nie należysz, a mi wytykasz jeden jedyny raz? Ile razy?
- Dużo. Ale dla mnie to nic nie
znaczyło. Chciałam o tobie jak najszybciej zapomnieć. Tez za tobą tęskniłam.
Rady bez ciebie nie dawałam. Nie było mi łatwo!
Michał wysiadł z samochodu i
uderzył ręką w dach. Wysiadłam i przytuliłam się do jego pleców. Cicho szlochałam
w jego koszule. Cieszyłam się, że chociaż w tej chwili mnie od siebie nie
odrzuca. Wzięłam głęboki wdech.
- Żadne z nas do idealnych nie
należy. Ty masz coś za uszami i ja również. Ale wróciłam tutaj wszystko
naprawić i nie pozwolę na to, żeby przez naszą głupotę wszystko się zniszczyło.
Wiem, że ja zawiniłam tutaj najbardziej, ale chce to naprawić. Tylko teraz
tutaj sprawa zależy od ciebie. Dasz nam kolejną szanse na odbudowanie tego
wszystkiego? Na nowe lepsze życie? Przeprowadzimy się, zostaniemy sami i damy
radę. Tylko daj nam szanse. Kocham cie nad życie, Michał nie krzywdź mnie. Błagam.
– Powiedziałam i na odpowiedź nie musiałam długo czekać. Odwrócił się szybko i
wtulił mnie w swoje ramiona całując w czoło. Otwarł mi drzwi od pasażera, po
czym sam ruszył za kierownicę. Odpalił silnik i ruszył w stronę miasta.
- wrócisz do domu moim samochodem?
- tak. A mogę zadać ci tylko jedno
pytanie?
- Oczywiście.
-, Co się stało z Moniką? Jechałeś
od razu prosto za mną, więc nie sądzę, żebyś jeszcze zdążył odwieźć ją jeszcze
do domu.
- A wiesz, że istnieje coś takiego
jak autostop? Ona właśnie wybrała ten pakiet. – Uśmiechnął się czule i
pogłaskał mnie po udzie.
Podjechał pod blok Przemka i dał
mi kluczyki od swojego samochodu. Wsiadłam po czym zaczekałam aż odjedzie. Niestety,
ale ciekawość była silniejsza i postanowiłam trochę poszperać w jego
samochodzie. W schowku znalazłam kolejne nasze wspólne zdjęcie, zaś z tyłu
chyba majtki Moniki. Wyrzuciłam je przez okno i wsiadłam ponownie za kierownice
po czym ruszyłam prosto do domu.
Przepraszam. Natłok nauki i pracy. ale w końcu znalazłam czas mam mniej obowiązków i przy okazji mogę się pochwalić, że udało mi się! Zdałam Prawko !!! <3
Post przejściowy. Będą lepsze i raczej częściej :*<3
Kolejny czeka już w kolejce :*<3
Kolejny czeka już w kolejce :*<3
wtorek, 3 lutego 2015
Pięćdziesiąt Trzy . ♥
Siedząc w poczekalni na lotnisku miałam ochotę stad jak najszybciej uciec, ale na szczęście obok mnie siedział Mateusz i gdzieś tam w Rzeszowie był Michał, który mnie potrzebował. Pewnie gdybym podjęła szybciej decyzje o powrocie Michał by się nie stoczył na dno i wszystko było by zupełnie inne.
" Samolot do Rzeszowa, port lotniczy Jasionka podjeżdża na pas. Wyjście 3 "
Spojrzałam przerażona na Mateusza. Podszedł do mnie i mnie przytulił.
- Niunia nie martw się będzie dobrze, za tydzień do ciebie przyjdę daj znać jak dolecisz. - Przytulił mnie do siebie ponownie i pocałował w skroń. Kiwnęłam tylko głowa na znak, że zrozumiałam. Złapałam walizkę i ruszyłam w stronę odprawy. Siadając na fotelu w samolocie wiedziałam już, że nie mam innego wyjścia, że już nie ma odwrotu. Wyłączyłam telefon, zapięłam pas i wyjęłam z torby książkę.
" Za chwile lądujemy, prosimy zapiąć pasy"
Dociera do mnie głos stewardessy i wykonuje jej polecenie odkładając książkę do swojej torebki i spoglądam za okno. Moim oczom ukazuje się piękna panorama Rzeszowa. Uśmiecham się lekko pod nosem i czekam cierpliwie aż piloci postawią maszynę na odpowiednim pasie. Gdy już to wykonali wszędzie było słychać głośne oklaski i gratulacje dla pilotów. Odpięłam pas i gdy wszystko było gotowe ruszyłam na port lotniczy. Wchodząc z walizka w dłoni ujrzałam z daleka 3 olbrzymów z wielka kartka w rękach z napisem " Nina Masternak-kubiak Niemcy " zaczęłam się śmiać. Podbiegłam szybko do nich i mocno przytuliłam.
- Spójrz, kto tam siedzi. - Wskazali na siedzenia, na których siedziała znajoma mi skuloną postać. - Stoimy samochodem zaraz przy wejściu.
Kiwnęłam im na znak, że zrozumiałam. Spojrzałam jeszcze raz na niego. Ruszyłam niepewnie w stronę krzeseł. Usiadłam obok i spojrzałam na niego. Był wrakiem człowieka. Nieogolony, opuchnięte oczy, czerwona twarz. Siedział wpatrzony w płytki podłogowe, które pokrywały cały budynek lotniska.
- Przepraszam. - Wyszeptałam ledwo słyszalnie.
- Ależ, za co. Tobie wszyscy zawsze wybaczają - odpowiedział nie racząc mnie nawet chwilowym spojrzeniem.
- Wróciłam dla Ciebie.
- Tak dziękuję za fatygę, już możesz wracać. Nie jesteś tutaj nikomu potrzebna - powiedział, po czym wstał i ruszył w kierunku wyjścia. Ruszyłam bezradna z miejsca, w oczach gromadziły mi się łzy. Szłam tuż za nim. Chłopacy spojrzeli na mnie pytająco, na co ja tylko pokiwałam przecząco głową i wsiadłam bez słowa do samochodu. Całą drogę siatkarze próbowali mnie zagadać, ale widoki za oknem na chwile obecną były o wiele ciekawsze. Marzyłam tylko o tym, by jak najszybciej znaleźć sie w domu i wszystko mieć głęboko w tyłku. Zaraz po przekroczeniu progu rzuciła mi sie w ramiona "duża " Amelka. Spojrzałam na nią i zaczęłam śmiać się.
- Jestem zmęczona podróżą. Pozwólcie, że zestawie was samych i położę sie spać.
Melka posłała mi pocieszne spojrzenie i lekko uśmiechnęła się. Poszłam na gore do swojego pokoju. Nic w nim nie było ruszone. Położyłam sie i spojrzałam na zdjęcie, które stało obok łóżka. Był na nim szczęśliwy Michał z naszym małym serduszkiem. Zaczęłam płakać, po czym roztrzaskałam je na drobne kawałki uderzając nim o ścianę. Dlaczego wszystko musi być takie trudne? Takie pogmatwane? Większość ludzi ma poukładane życie, a ja? Nie mam nic. Wszystko buduje i Niszczę.
Przestraszył mnie dźwięk szkła. Podniosłam
głowę i ujrzałam minę zatroskanego Zbyszka.
- Nie chciałem cie budzić, przepraszam.
- Nie przepraszaj mnie.
Spojrzał ba mnie, po czym podszedł i mocno mnie przytulił.
- Wiem, że ci ciężko, ale daj mu trochę czasu. Nie było cie rok, on jest nadal pewnie w szoku, że znowu jesteś blisko.
- Ja nie wiem, czego oczekiwałam. Chyba sobie za dużo wyobrażałam i sie na tym przejechałam.
- Nie chciałem cie budzić, przepraszam.
- Nie przepraszaj mnie.
Spojrzał ba mnie, po czym podszedł i mocno mnie przytulił.
- Wiem, że ci ciężko, ale daj mu trochę czasu. Nie było cie rok, on jest nadal pewnie w szoku, że znowu jesteś blisko.
- Ja nie wiem, czego oczekiwałam. Chyba sobie za dużo wyobrażałam i sie na tym przejechałam.
Spojrzałam
na niego i zadzwonił mój telefon. Na wyświetlaczu ujrzałam uśmiechniętą
buzię Mateusza.
- Przepraszam zapomniałam. - Powiedziałam szybko nie dopuszczając go do głosu.·-
Martwiłem sie o ciebie głupia. Dzwoniłem do ciebie 27 razy! - Uniósł głos, ale
wyczulam w nim ulgę.
- Byłam zmęczona lotem i położyłam sie spać. - Uśmiechnęłam się
- Nie strasz mnie tak więcej. Miałem właśnie wsiadać do samochodu i jechać do polski. - Powiedział, ale wyczułam ze na twarzy miał uśmiech.
- Kocham cie narazie.
Rozłączyłam połączenie i wstałam z łóżka w celu udania sie na dół. Przy stole siedzieli prawie wszyscy. Nie było jego. Bez słowa złapałam za kurtkę i wyszłam z domu kierując sie prosto do garażu. Wzięłam kluczyki z wieszaczka na klucze i wsiadłam do swojej Beatki. Pocałowałam ją delikatnie w kierownice.
- Mama wróciła.
Powiedziałam po czyn odpaliłam silnik i wyjechałam spod domu. Postanowiłam pojechać w nasze ulubione miejsce. W miejsce gdzie moja psychika odpoczywa, a ona ma szanse wyszaleć się. Zaraz za Rzeszowem zjechałam w polną dróżkę. Po jakiejś odległości zauważyłam znajome mi auto. Podjechałam bliżej i zobaczyłam wysiadającego Michała z jakaś blondynką, którzy byli w trakcie szybkiego ubierania. Widziałam jego spojrzenie on również widział moje. Od razu wrzuciłam bieg wsteczny i czym prędzej postanowiłam opuścić to miejsce. Wyskoczyłam na drogę bez żadnego patrzenia czy czasem nic nie jedzie tą drogą. Wszystko w tej chwili było mi obojętne. W lusterku wstecznym widziałam ze Michał próbował mnie dogonić, ale mój brat chyba przewidział ucieczki przed innymi i postanowił wziąć samochód w większym silnikiem. Spojrzałam ponownie we wsteczne lusterko. Był daleko. Na ręcznym wleciałam w zakręt i czym prędzej postanowiłam zgubić go gdzieś w lesie. Wjechałam w głąb i czekałam chwile w celu upewnienia sie czy napewno, aby nie zauważył gdzie jestem. Z moich oczu zaczęły płynąć łzy. Przecież, czego ja spodziewałam się. Minął rok od mojego wyjazdu. Miał prawo znaleźć sobie kogoś innego. Po co miał czekać na idiotkę, która wszystko psuje?
Ogarnęłam łzy i ponownie odpaliłam samochód. Jechałam cały czas w znanym mi kierunku aż znalazłam sie pod blokiem. Zaparkowałam i spojrzałam w dane okna. Zastanowiłam sie chwile czy aby dobrze robie i ruszyłam na gore. Zapukałam w drzwi i chwile czekałam. Gdy tylko drzwi się otwarły bez niczego rzuciłam sie Przemkowi w ramiona.
Coś zaczyna się dziać. Co będzie dalej? nie wiem.
zaczyna mi się rodzić jakiś nowy pomysł na nowe opowiadanie. co z tym będzie? nie wiem.
Licze na was, na wasze komentarze i porządne kopnięcie w tyłek, abym się poprawiła :*
do następnego :* <3
- Byłam zmęczona lotem i położyłam sie spać. - Uśmiechnęłam się
- Nie strasz mnie tak więcej. Miałem właśnie wsiadać do samochodu i jechać do polski. - Powiedział, ale wyczułam ze na twarzy miał uśmiech.
- Kocham cie narazie.
Rozłączyłam połączenie i wstałam z łóżka w celu udania sie na dół. Przy stole siedzieli prawie wszyscy. Nie było jego. Bez słowa złapałam za kurtkę i wyszłam z domu kierując sie prosto do garażu. Wzięłam kluczyki z wieszaczka na klucze i wsiadłam do swojej Beatki. Pocałowałam ją delikatnie w kierownice.
- Mama wróciła.
Powiedziałam po czyn odpaliłam silnik i wyjechałam spod domu. Postanowiłam pojechać w nasze ulubione miejsce. W miejsce gdzie moja psychika odpoczywa, a ona ma szanse wyszaleć się. Zaraz za Rzeszowem zjechałam w polną dróżkę. Po jakiejś odległości zauważyłam znajome mi auto. Podjechałam bliżej i zobaczyłam wysiadającego Michała z jakaś blondynką, którzy byli w trakcie szybkiego ubierania. Widziałam jego spojrzenie on również widział moje. Od razu wrzuciłam bieg wsteczny i czym prędzej postanowiłam opuścić to miejsce. Wyskoczyłam na drogę bez żadnego patrzenia czy czasem nic nie jedzie tą drogą. Wszystko w tej chwili było mi obojętne. W lusterku wstecznym widziałam ze Michał próbował mnie dogonić, ale mój brat chyba przewidział ucieczki przed innymi i postanowił wziąć samochód w większym silnikiem. Spojrzałam ponownie we wsteczne lusterko. Był daleko. Na ręcznym wleciałam w zakręt i czym prędzej postanowiłam zgubić go gdzieś w lesie. Wjechałam w głąb i czekałam chwile w celu upewnienia sie czy napewno, aby nie zauważył gdzie jestem. Z moich oczu zaczęły płynąć łzy. Przecież, czego ja spodziewałam się. Minął rok od mojego wyjazdu. Miał prawo znaleźć sobie kogoś innego. Po co miał czekać na idiotkę, która wszystko psuje?
Ogarnęłam łzy i ponownie odpaliłam samochód. Jechałam cały czas w znanym mi kierunku aż znalazłam sie pod blokiem. Zaparkowałam i spojrzałam w dane okna. Zastanowiłam sie chwile czy aby dobrze robie i ruszyłam na gore. Zapukałam w drzwi i chwile czekałam. Gdy tylko drzwi się otwarły bez niczego rzuciłam sie Przemkowi w ramiona.
Coś zaczyna się dziać. Co będzie dalej? nie wiem.
zaczyna mi się rodzić jakiś nowy pomysł na nowe opowiadanie. co z tym będzie? nie wiem.
Licze na was, na wasze komentarze i porządne kopnięcie w tyłek, abym się poprawiła :*
do następnego :* <3
czwartek, 29 stycznia 2015
Załamanie
Witam was wszystkich i od razu z całego serduszka przepraszam. Mam kryzys wenowy i dupa. kolejny jest napisany do połowy, który pisze od ponad miesiąca. Siedze nad nim dwie godziny, a dopisze tylko 3 słowa.:( Przepraszam was bardzo. czeka tutaj ktoś? Jest ktoś nadal ze mną ?
sobota, 13 grudnia 2014
Pięćdziesiąt Dwa . ♥
Słysząc
słowa rozpłakanej Niny nogi się pode mną ugięły. Bez słowa podbiegłem do
pijącego wodę Mariusza.
- Daj mi
szybko kluczyki od samochodu!
- Po co
ci?
- Nie
zadawaj pytań tylko daj!
Wzruszył
tylko ramionami i podał mi od razu rzecz, którą w tej chwili tak bardzo
potrzebowałem. Rzuciłem się prosto w stronę wyjścia i pośpiesznie biegłem w
stronę samochodu. Przemierzając drogę zapewne złapałem pełno pamiątkowych zdjęć
z fotoradarów. Nie przejmowałem się nawet tym, że jadę nie swoim samochodem.
Teraz liczyła się tylko Tosia i Nina. Po równych 4 godzinach podjeżdżałem pod
Rzeszowski szpital. Wbiegłem szybko na górę i widziałem siedzącą pod ścianą
płaczącą Ninę i obok Amelię, która również nie była w lepszym stanie.
- Nina,
jestem. – Mocno ją przytuliłem i pocałowałem w skroń.
-
Dlaczego nasze słoneczko? Dlaczego akurat ona, nie ja?
- Nie
możesz tak mówić. Tosia jest silną dziewczynką i wyjdzie z tego, naprawdę misia
proszę cię, nie płacz już.
Mocno
wtuliłem ją w siebie i sam się rozpłakałem. Widząc wychodzącego lekarza od razu
do niego poszedłem.
- Co z
nią?
- Nie
chce panu dawać złudnych nadziei. Pana córka ma bardzo małe szanse na
przeżycie. Przestała już samodzielnie oddychać, nerki również przestały już
pracować. Tosia ma ostrą sepsę. Będziemy robić wszystko co w naszej mocy, ale
proszę przygotować żonę na najgorsze.
- Ale jak
sepsa? Skąd?
- Tosia
jest wcześniakiem, który nie ma jeszcze zbyt dobrej odporności i każdą nawet ta
najmniejsza bakteria może ją wywołać. Przykro mi.
Bez słowa
odszedłem do matki mojej córki i mocno wtuliłem się w jej plecy.
- Kocham
cię Nina mimo wszystko pamiętaj. Cokolwiek się wydarzy będę cie kochał.
- Co się
dzieje? - Spojrzała na mnie swoimi przerażonymi oczami, a mi narosła w
gardle wielka gula.
- No bo..
Nie wiem jak to powiedzieć.
- Michał.
Mam nadzieje, że nie chcesz mi powiedzieć, że..
- Tak
skarbie. Lekarze dają bardzo marne szanse na przeżycie, doszło do niewydolności
oddechowej i niewydolności nerek. – Przerwałem jej.
-Proszę
cię powiedz tylko ze to jest tylko głupi żart z twojej strony.
- skarbie
uwierz mi, że chciałbym aby to był tylko głupi żart. Przykro mi.
****
Rozpłakałam
się słysząc od Michała, ze dla naszego słoneczka nie ma już szans. Tyle
starania, poświęceń. Zniszczyliśmy z Michałem wszystko co było między nami
i tak nagle coś co nas połączyło ma zniknąć?
****
Po
śmierci Tosi wyjechałam do Niemiec z Przemkiem, ponieważ właśnie tam dostał
lepiej płatną pracę. Z Michałem od czasu pogrzebu nie miałam kontaktu. Dzwonił
i pisał w celu informacji gdzie jestem i w ogl, ale nie odbierałam i nie
odpisywałam. Od chłopaków dowiedziałam się, że siedzi cały czas w domu i nie
chodzi na treningi, a od Amelki, że wychodzi tylko po alkohol i zamyka się w
pokoju. Pewnie myślicie, że jestem wredną suką bo wiedząc co się dzieje z nim,
nie wracam do Polski. Próbowałam, ale stojąc na płycie lotniska wybuchałam
płaczem i Mateusz zabierał mnie do domu. Przez cały rok chodziłam codziennie na
wizyty u specjalistów. Wiedząc w jakim stanie jest Michał czułam się jeszcze
gorzej. Wiem, że pewnie i tak nie chce, dlatego że bez słowa uciekłam. Nie
powiedziałam mu o niczym, ani się nie pożegnałam, ale nie potrafiłam. On
cierpiał, ja cierpiałam. To nie miało szansy.
***
- Siemka ślicznotko.
– Usłyszałam głos Mariusza i całej reszty
- Cześć
przystojniaki
- Co u ciebie?
Rzadko ostatnio dzwonisz - zamartwiał się Zibi
-
Próbowałam ostatnio znowu wrócić do was, ale znowu nie mogłam wsiąść do
samolotu – po moim policzku spłynęła pojedyncza łza.
- Nie
płacz niunia, prosimy cię – usłyszałam głos Krzyśka
-
opowiadajcie co u was słychać? Krzysiek, jak Amelia?
- Amelia?
Ma coraz bardziej dosyć Kubiaka, ale tak to dobrze, i tak samo jak my tęskni za
tobą.
- Ja za
wami też bardzo tęsknie. A co z nim?
- Coraz
gorzej, chciał odejść trener mu nie pozwolił, kazał mu się wziąć w garść, a ten
na następny dzień przyszedł zalany w trupa i trener go wywalił. Wybłagaliśmy go
żeby tego nie robił, a my postawimy go na nogi. Nina mamy tydzień na powrót
Kubiaka. Błagamy cię wróć i nam pomóż.
-
Chłopaki bukuje bilet i lecę do was. Trzymajcie go tam, z dala od trenera.
Zadzwonię po was i przyjedziecie po mnie na lotnisko. Kocham was chłopcy
buziaczki. Pa
Rozłączyłam
się i od razu włączyłam laptopa i bukowałam pierwszy bilet do Polski. Udało mi
się i jeszcze tego samego dnia znaleźć wolny lot. Szybko pobiegłam do pokoju i
pakowałam wszystkie potrzebne rzeczy.
-
Przemek, zawieziesz mnie na lotnisko?
- Co się
dzieje?
- Muszę
wracać. Michał całkowicie się stoczył, chciał zrezygnować z treningów ale
trener mu odmówił. Specjalnie debil się upił i poszedł zalany na trening i
trener go wyrzucił. Dostał tydzień na doprowadzenie się do porządku.
-
Rozumiem cię. Resztę rzeczy przywiozę ci jak przyjadę. On cię potrzebuje
Przytuliłam
go do siebie i ruszyłam zadzwonić do chłopaków.
-
Mariuszku samolot mam o 17, myślę że koło 20 powinnam czekać na ciebie na
parkingu
-
Będziemy czekać.
Z
Mariuszem wszystko sobie wytłumaczyliśmy. W tym czasie co poleciał do Pauliny
ona go zaszantażowała, że zabierze Arka jeśli do niej nie wróci. Nasze relacje
znowu są przyjacielskie.
Przepraszam !
piątek, 5 grudnia 2014
Informacja
Witam. Pierwsze od czego chciałabym zacząć to czy jest tutaj ktoś jeszcze?
Jeśli tak to chciałabym wam powiedzieć, że postaram się coś dodać jeszcze w tym tyg. niestety ale mam nawał wszystkiego brak czasu i do tego jeszcze brak weny :(
Jeżeli ktoś jest to może jakiegoś kopa w tyłek poda na rozruch tej zastałej weny ?
Z góry dziękuję i bardzo przepraszam. :*
Jeśli tak to chciałabym wam powiedzieć, że postaram się coś dodać jeszcze w tym tyg. niestety ale mam nawał wszystkiego brak czasu i do tego jeszcze brak weny :(
Jeżeli ktoś jest to może jakiegoś kopa w tyłek poda na rozruch tej zastałej weny ?
Z góry dziękuję i bardzo przepraszam. :*
czwartek, 20 listopada 2014
Pięćdziesiąt Jeden . ♥
Postanowiłem Ninie na razie nic nie mówić
na temat jego zachowania, już ma wystarczająco dużo zmartwień na głowie, żebym
jeszcze ja jej mówił, że coś nie tak jest z jej narzeczonym. Co prawda byłbym w
siódmym niebie gdyby się rozstali, ale jeżeli jest z nim szczęśliwa, to nie
będę stawał na tej drodze. Cieszę się z tego, że Nina i tak pozwala mi być
wystarczająco bardzo blisko siebie.
Spojrzałem na zegarek minęły 4 godziny
od czasu ich wyjścia, trochę się zmartwiłem, ale najwidoczniej amelia miała
dobry pomysł biorąc ją, bo widocznie tego właśnie potrzebowała. Mogła zostawic małą
w domu, żeby całkowicie odpocząć i fizycznie i psychicznie. Jedynie co teraz mi
się nie podoba, to, to że Nina tak szybko postanowiła wrócić do pracy.
Przestraszył mnie głośny huk.
Spojrzałem na schody i zauważyłem schodzącego po nich Mariusza z walizkom. Bez słowa
wyszedł z mieszkania i odjechał. Zdziwiłem się bo przecież nie mamy żadnego
wyjazdu, a z Nina chyba aż tak się nie pokłócił żeby od razu miał się
wyprowadzić. Wzruszyłem bezradnie ramionami i poszedłem się na jeść po czym
schwyciłem torbę i pojechałem na trening, na którym o dziwo nie było pana Wlazł
ego.
Nina.
Spacerowałyśmy z Amelką po parku a następnie
udałyśmy się do restauracji na jakiś obiad. Antosia na szczęście była bardzo
grzeczna i tylko raz obudziła się na porę obiadowa i poszła dalej spać. Z przyjaciółka
rozmawiałam o wszystkim. Brakowało mi tego ponieważ dawno nie miałyśmy okazji
żeby sobie tak spokojnie porozmawiać o wszystkim i o niczym. Jak zawsze musiała
mnie namawiać do moich decyzji tym razem stojąc po stronie Michała. Wiedziałam,
ze jak chwile posiedzą razem to od razu każde zmieni zdanie na swój temat. Kolo
godziny 17 dostałam wiadomość od Mariusza.
„ Potrzebuje
czasu, wracam do swoich rodziców, jakbyś czegoś potrzebowała to zadzwoń, a od
razu przyjadę. Mam nadzieje, że mnie zrozumiesz. Z góry dziękuje i
przepraszam.”
- No przecież on jest śmieszny. – Rzuciłam
do przyjaciółki
- Kto?
Podałam przyjaciółce telefon, a ta
zaczęła się śmiać.
- Dopiero co wrócił od swojej ex żonki
i nagle potrzebuje czasu? Podejrzewam, że ona wróciła razem z nim.
- a widziałaś ją na lotnisku?
- nie, ale mogła przylecieć wcześniej,
albo później. – Złapałam się za głowę. – że ja się wcześniej nie domyśliłam.
Przecież on cały czas w telefonie siedział, przez ostatni tydzień co był u niej
nie odzywał się. Skurwiel! – wykrzyknęłam trochę za głośno ponieważ wszystkie
oczy w restauracji skierowały się na moją osobę. – Dałam mu dach nad głową i
wszystko, a on jeszcze kombinuje. Chodź przejdziemy się powoli w stronę hali
może zdążymy na ich trening i porozmawiam z nim.
Jak postanowiłyśmy tak też zrobiłyśmy.
Zjadłyśmy do końca swoje zamówienia i ruszyłyśmy w stronę hali. Udało nam się zdarzyć
na sam początek. Weszłyśmy na halę i usiadłyśmy na trybunach. Michał od razu
nas zauważył i szeroko się uśmiechnął. Spojrzał na trenera a ten kiwnął mu
głową. Podbiegł szybko do nas, ucałował mnie w policzek i również uczynił to z
Tosią, która chwilę wcześniej się obudziła. Wziął ją na ręce i szybko poszedł
się pochwalić kolegą jaką śliczną ma córeczkę. Ten widok mnie trochę wzruszył.
Mała jest jego oczkiem w głowie. Wszyscy się nią zachwycali wraz z trenerem. Na
hale w tej chwili wszedł Anastasi.
- Witam pani Nino. – zagadał
- Witam trenera. Co tutaj pana sprowadza w nasze skromne
progi?
- Ty kochana i chłopcy. Przyjechałem
sprawdzić w jakiej są kondycji, muszę powoli rozglądać się, żeby wiedzieć kogo
słusznie wybrać na kadrę, a nie chcę popełnić błędów. A do ciebie to z tą samą
propozycją co w zeszłym roku.
- Mnie? przecież mnie i tak bardzo
długo nie było.
- Byłaś nie byłaś. Zrobiłaś więcej na
odległość niż inni będąc cały czas z nimi. Jesteś naszym skarbem i chyba bym
się powiesił gdyby ciebie u nas zabrakło.
Uśmiechnęłam się szeroko. Kiwnęłam
głową na znak, że się zgadzam. Omówiliśmy szczegóły, które i tak zostaną do
końca podpisane dopiero miesiąc przed rozpoczęciem kadry, ale lepiej wcześniej
niż za późno. Michał podbiegł do niego z małą.
- Niech trener zobaczy jaka mi się śliczną
córka urodziła.
Anastasi się zaśmiał i spojrzał na
nią.
- Śliczna po mamusi, przecież nie po
tobie, więc czego tu mi się szczerzysz. – spojrzał na niego i się zaśmiał. –
Gratuluje Nino i cieszę się, że w końcu się udało. Rozumiem, że niedługo ślub?
Spuściłam głowę bo nie wiedziałam co
mam mu odpowiedzieć.
- Tak, dokładnie. Oczywiście pan
dostanie jako pierwszy zaproszenie. – uśmiechnął się Kubiak a selekcjoner
podziękował po czym się pożegnał i poszedł do drugiego trenera. Spojrzałam na
Michała, a on tylko się uśmiechnął i poszedł dalej trenować. Poczekałyśmy na
niego i zawiózł nas do domu. Nakarmiłam małą, a w tym czasie on odgrzewał
przygotowany przez siebie obiad.
- Teraz w piątek wyjeżdżamy na mecz do
Łodzi. Chciałabyś z małą przyjechać?
- Pewnie. Wsiądziemy z Amelką w
samochód i przyjedziemy.
- Zanim wyjadę, wezmę małą do siebie. Wyśpij
się proszę. Spuść jedynie mleko to jej odgrzeje.
- Michał, nawet nie wiesz jaka jestem
ci wdzięczna. Tak dużo dla mnie robisz.
- Nie zapominaj, że sama sobie dziecka
nie zrobiłaś. Poza tym, zapomniałaś jak bardzo o nie walczyliśmy?
- Pewnie ta walka nas zniszczyła.
- Nie ważne już. – podszedł i zamknął
mnie w swoim szczelnym uścisku. W tym czasie mała się przebudziła, ale Amelia
nie kazała nam przerywać, więc poszła sama.
Oderwaliśmy się od siebie i przeszliśmy do dalszego jedzenia.
- Nie wiem, czy Cię to interesuje, ale
Monika jest w ciąży.
- Znowu zostaniesz ojcem.
- Nie moje dziecko.
- Skąd ta pewność?
- Nie spałem z nią. Z resztą sama mi się
wczoraj przyznała, że przez cały ten czas zazdrościła tobie szczęścia, ale sama
przez ten czas żyła w związku. Zrobiła to specjalnie. – spuścił głowę. – a ja
jak pies wykorzystałem okazję zostawiając cię samą.
- Było minęło. Już prawie o tym
zapomniałam.
Uśmiechnął się pod nosem i spojrzał na
mnie. posiedzieliśmy trochę i poszliśmy.
- Michał, spać nie mogę.
Od razu przesunął się na bok i
podniósł kołdrę do góry. Położyłam się obok niego wtulając się w jego tors. Od razu
zasnęłam.
Kolejne dni mijały podobnie, opieka
nad dzieckiem, praca. Michał wyjechał na mecz, my miałyśmy również się
szykować, ale mała dostała zbyt wysoką gorączkę.
- Amelia, ta temperatura nie chce
zejść.
- Próbowałaś wszystkich sposobów?
- Tak. Chodź pojedziemy do szpitala.
Szybko postanowiłyśmy tam pojechać.
Temperatura stale wzrastała. Dowiozłyśmy ją na oddział ratunkowy. Lekarz od
razu przeszedł do badań, a jego asystentka wypełniała dokumenty.
- Szybko na oddział. Trzeba podać
antybiotyki.
- Co z nią.
- Przykro mi..
To co lekarz mi powiedział wbiło mnie
w ziemie. Odruchowo wzięłam telefon w ręce i wykręciłam do Kubiaka. Miałam nadzieje,
że ma telefon przy sobie. Na moje szczęście odebrał.
- Michał – krztusiłam się łzami. –
Tosia.. To co ? Kolejny 15?
niedziela, 16 listopada 2014
Pięćdziesiąt . ♥
Przez cały tydzień mijał prawie cały
czas tak samo. W tym czasie, gdy Michał był w domu opiekował się małą, a ja w
tym czasie mogłam pracować. Michał wychodząc na trening usypiał małą i po cichu
wychodząc z domu żegnał się ze mną buziakiem w policzek. Po długo wyczekiwanym
tygodniu w końcu wrócił Mariusz. Zupełnie odmieniony.
- Tęskniłam skarbie! – Rzuciłam mu się
w ramiona na lotnisku.
- To dobrze. – Odpowiedział sucho i
ruszył ze swoją torbą do wyjścia
- Co się stało?
- Jestem zmęczony.
Skinęłam głową na znak, że go rozumiem
i w ciszy doszliśmy do samochodu. Schował torbę do bagażnika i usiadł na
miejscu pasażera. Po dojechaniu do domu od razu poszedł do sypialni spać.
Zrobiłam obiad dla siebie i Michała, po czym nakarmiłam Antosie. Mariusz przez
cały dzień chodził rozdrażniony. Wieczorem położył się spać i szybko zasnął
pisząc coś po kryjomu w telefonie, ale postanowiłam nie rozdrapywać tematu, aby
uniknąć kolejnej kłótni, która mogłaby obudzić śpiącą w łóżeczku obok małą
dziewczynkę.
Koło godziny 3 mała postanowiła coś
zjeść oznajmiając to głośnym płaczem. Mariusz wstał szybko ubrał się i wyszedł
z domu odjeżdżając samochodem. Zaczęłam głośno płakać co chyba usłyszał Michał
i bardzo szybko pojawił się w moim pokoju.
- Nina, daj mi ją. W lodówce jest
jeszcze mleko, które niedawno odciągałaś, odgrzeje jej i jej dam, a ty się
wyśpij. Już dawno jesteś tym wszystkim zmęczona.
- Dziękuję.
Po krótkim czasie znowu udało mi się
zasnąć. Przed godziną 6 wrócił Mariusz, zalany w dechę. Nie reagowałam na jego
słowne zaczepki udając, że śpię. W pewnym momencie poczułam jego rękę na swojej
kobiecości.
- Mariusz idź spać!
- Michałowi potrafisz dać, a mi nie?
Zdecydowanie zabolało. Wstałam i od
razu udałam się do sypialni Amelii. Położyłam się obok niej, na co ta od razu
przytuliła mnie do siebie. Udało mi się pospać do 11, Michał razem z Amelią
potrafili się zgodzić i razem zajmowali się małą, rozmawiając przy tym.
- Ciężka noc? – Zapytał Kubiak
- Zapytaj kolegi z drużyny –
powiedziałam i w tej samej chwili zauważyłam sylwetkę skacowanego Wlazłego.
- Cześć wszystkim. – Powiedział cicho
i szybko doszedł do szuflady z lekami w celu znalezienia aspiryny.
- Skończyła się – wymruczałam przy
robieniu śniadania. Ten złapał się tylko za głowę.- Michał zawieziesz nas do
przychodni? Mieliśmy wstawić się na badaniach kontrolnych
- Nie ma problemu
- Ja was zawiozę. Daj mi się tylko
umyć.
- Mariusz ma rację. Niech on was
zawiezie, spędźcie trochę ze sobą czasu bo dosyć długo się nie widzieliście.
Mariusz poszedł się umyć, a ja w tym
czasie nakarmiłam dziewczynkę i ubrałam.
- Dalej jedziemy
Posłusznie ruszyłam za Mariuszem, a on
złapał nosidełko z dzieckiem i ruszył w kierunku samochodu.
- Stało się coś?
- Nie
- To co ci jest?
- Nic
- Mariusz, widzę, że nie chcesz mi
czegoś powiedzieć
- Kurwa mać Nina, daj mi spokój –
wydarł się budząc przy tym dziecko. Spojrzał tylko na nią i pokręcił przecząco
głową. Wzięłam małą na ręce i uspokoiłam po czym ponownie zasnęła. – Rozumiem,
że gdy paulina przechodziła ten etap ciebie w domu nie było.
- nie.
Widziałam, ze nie ma ochoty na rozmowę
więc postanowiłam się przestać odzywać. Siedząc na poczekalni Mariusz siedział
cały czas w telefonie głupio się do niego szczerząc.
- Z Paulinką piszesz?
- Z Arkiem
Pokiwałam głową na znak, że
zrozumiałam i siedziałam dalej. W końcu lekarz wyczytał moje nazwisko i weszłam
do środka. Okazało się, że wszystko jest dobrze, mała prawidłowo przybiera na
masie. Na następne badania mieliśmy się wstawić, gdy mała skończy miesiąc. Podziękowałam
lekarzowi i pożegnałam się z nim po czym opuściłam gabinet. Powrotna droga
minęła w całkowitej ciszy. Amelia zaproponowała spacer do parku więc z chęcią
na to przystałam. Zapakowałam małą w wózek i pojechałyśmy, zostawiając
chłopaków samych w domu.
Mariusz
Gdy dziewczyny wyszły od razu
położyłem się spać. Przez to, że trening mamy dopiero po południu mogę pozwolić
sobie na taki luksus. Ciągły płacz dziecka Niny nie dawał mi spać. W dodatku
kac, po nocnym wyjeździe do klubu nie chciał mi dać spokoju. Po przebudzeniu
się poszedłem się napić. Zastałem na dole leżącego na kanapie Michała
oglądającego telewizje. Spojrzałem na niego z pogardą.
- Widzę, że ktoś się tutaj czuje jak u
siebie w domu.
- Czuje się tak, bo u siebie jestem
więc nie masz prawa mi nic zarzucać.
- Zobaczysz, że Nina wyrzuci cię stąd
na zbity pysk razem z tym waszym dzieckiem.
- Nie byłbym tego takie pewny na twoim
miejscu.
- Nina zrobi dla mnie wszystko.
- Pamiętaj, że jak skrzywdzisz Ninę,
to cie zabiję. Ja już to zrobiłem i doskonale wiem jaki popełniłem błąd.
Cierpiała przeze mnie jak cholera i do teraz winie się za to. Wiec człowieku,
ciesz się tym, że masz przy sobie taki skarb.
- sumienie cię gryzie?
- od dawna.
Michał.
Dziewczyny wybrały się na spacer, a ja
postanowiłem zrobić coś do jedzenia i położyć się i obejrzeć coś w telewizji.
Mariusz naburmuszony poszedł spać, więc w domu była cisza. Po dokończeniu
posiłku włożyłem wszystko do lodówki, gdy dziewczyny będą głodne, wystarczy, że
podgrzeją sobie w mikrofalówce. Swoją porcję zabrałem do salonu. Zjadłem i
położyłem się w celu dalszego oglądania filmu. Po godzinie zszedł Mariusz,
szukał czegoś w kuchni. W pewnym momencie znowu mnie zaczepił.
- Widzę, że ktoś się tutaj czuje jak u
siebie w domu.
- Czuje się tak, bo u siebie jestem
więc nie masz prawa mi nic zarzucać.
- Zobaczysz, że Nina wyrzuci cię stąd
na zbity pysk razem z tym waszym dzieckiem.
- Nie byłbym tego takie pewny na twoim
miejscu.
- Nina zrobi dla mnie wszystko.
- Pamiętaj, że jak skrzywdzisz Ninę,
to cie zabiję. Ja już to zrobiłem i doskonale wiem jaki popełniłem błąd.
Cierpiała przeze mnie jak cholera i do teraz winie się za to. Wiec człowieku,
ciesz się tym, że masz przy sobie taki skarb.
- sumienie cię gryzie?
- od dawna.
Wyszedł trzaskając drzwiami. Nina miała racje. Jest z
nim ostatnio cos nie tak, bo nigdy nie widziałem go takiego agresywnego.Kolejny 15 ?
środa, 12 listopada 2014
Czterdzieści Dziewięć . ♥
Ostatnie słowa rozmazywały mi się pod wpływem łez. Nie mogłem uwierzyć, w to, że ją tak bardzo skrzywdziłem. Byłem zwykłym skurwielem. Co ja gadam? Nadal jestem. Jak ja mogłem ją tak bardzo skrzywdzić? Opuściłem głowę i schowałem twarz w dłoniach dając upust łzą. Gdy w końcu opanowałem emocje zszedłem na dół z listem w ręce. Nina zdążyła się obudzić i spojrzała na mnie. Pokazałem jej tylko kopertę, ona chyba zrozumiała. Usiadłem naprzeciwko niej i spojrzałem na nią swoimi czerwonymi od płaczu oczami.
- Przepraszam cie. Nina skarbie,
błagam cię wybacz mi. Zapomnijmy o wszystkim i dajmy sobie kolejną szanse. Ja
naprawdę nie chciałem cię krzywdzić. Przerosło mnie to wszystko. Wiem, że nie
powinienem do takiej sytuacji dopuścić. Człowiek uczy się na błędach.
- Michał. Ja na razie nie umiem
wybrać. Przepraszam. Zaprowadzisz mnie do sypialni?
Bez niczego od razu pomogłem jej wstać
i zaprowadziłem ją i położyłem na łóżku. Widziałem, że była już wykończona, a
nogi nie wytrzymywały ciężaru. Muszę jakoś spiąć się w sobie i zrobić wszystko
by Nina zgodziła się dać mi szanse i naprawić wszystkie swoje błędy. Podczas,
gdy Nina zasnęła postanowiłem pojechać na szybkie zakupy. Mariusz jej w niczym
nie pomoże, bo zachciało mu się odwiedzić syna. Ale w sumie i lepiej, może przez
ten czas uda bardziej mi się do niej zbliżyć. Przykro mi na nią patrzeć, jest
taka smutna, w dodatku wykończona przez tą ciąże, strasznie schudła, na twarzy
zapadły się już jej oczodoły i widać jej kości policzkowe.
Nawet się nie zorientowałem a już byłem
w sklepie, kupiłem wszystko, co potrzebne, i trochę różniejszych produktów, na
które może mieć Nina apetyt, i te, które w diecie przepisał jej lekarz. Szybko
zrobiłem to, co miałem i szybko ruszyłem do domu, bo niedługo do dziewczyny ma
przyjść pielęgniarka podać jej kroplówkę i kilka zastrzyków.
- Słoneczko, wstań, przyszła
pielęgniarka. – Powiedziałem jej cicho do uszka, na co ta od razu otwarła swoje
zaspane oczka.
Nina
- Jeszcze dwie kroplóweczki i
podejrzewam, że zakończymy serię. Myślę, że powinna pani teraz zrobić badania
kontrolne ciąży. Ginekolog przepisze pani dodatkowe witaminy.
Przytknęłam jej, Michał stał obok mnie
i trzymał mnie za rękę zaś drugą trzymał kroplówkę.
Panie Michale, jeszcze jedna wizyta i
wygryzie mnie pan z mojego fachu. – Zaśmiała się do niego, ale on nawet nie
zaszczycił jej krótkim uśmiechem. Wpatrywał się tymi ślicznymi, błękitnymi
oczami we mnie. W moją osobę. Było w nich tyle miłości.
- Michał chcę spać. – Powiedziałam,
gdy odłączał mi kroplówkę
- Śpij dobrze księżniczko – powiedział,
po czym pocałował mnie w czoło i wyszedł.
Obudził mnie silny ból w podbrzuszu.
Na dworze panował już całkowity mrok. Bóle z każdą chwilą zwiększały się na
mocy. W gardle stanęła mi ogromna gula, ale jakimś cudem udało mi się zawołać
Michała. Na moje szczęście usłyszał mnie, ponieważ natychmiast zjawił się w
moim pokoju.
- Nina krwawisz! – Zawył wchodząc do
pokoju. Szybko złapał mnie w ramiona i zaniósł do samochodu. Stwierdził, że po karetkę
nie ma, co dzwonić, tu się liczy każda sekunda. Szybko ruszył w stronę
szpitala, po czym po zatrzymaniu samochodu zaniósł mnie na izbę przyjęć. Od
razu przeniesiono mnie na salę operacyjną. Kubiaka niestety nie chcieli ze mną
wpuścić. Na znieczulenie było już za późno, nie zdążyłoby się przyjąć, a w tym
czasie dziecko mogło zdążyć umrzeć. Ból był niesamowity, w międzyczasie któraś
z pielęgniarek jednak postanowiła się zlitować i dała mi jakieś znieczulenie i
morfinę przeciwbólową, co w sumie trochę pomogło. Dziecko zaczęto od razu
reanimować, a ja nie wiedziałam, co się dzieje. Po krótkim czasie usłyszałam
głośny płacz. Lekarz położył mi ją na sercu i maleństwo od razu się uspokoiło.
- Gratuluje, ma pani śliczną córeczkę.
Rozpłakałam się ze szczęścia i
delikatnie się do niej przytuliłam. Mój cud w końcu jest z nami.
Michał
W nocy obudziło mnie wołanie Niny.
Szybko pobiegłem do jej pokoju i zauważyłem, że leży skulona na łóżku w krwi.
Bez słowa złapałem ją na ręce i biegiem ruszyłem w stronę samochodu. Po przyjeździe
do szpitala zabrali ją na salę operacyjną. Nie wiedziałem, co się z nią dzieje.
Każdy lekarz bądź pielęgniarka, którzy przechodzili po korytarzu musieli się
męczyć z moimi pytaniami. Po jakimś czasie usłyszałem krzyki i hałasy. Zerwałem
się na równe nogi i wbiegłem na sale, ale od razu mnie z niej wyrzucono. Nie zdążyłem
nic zauważyć. Chodziłem pod salą w tę i z powrotem, myśląc nad tym, co tam może
się dziać. Gdy usłyszałem płacz dziecka maleńka łza spłynęła po moim policzku.
W tym momencie wyszła jakaś pielęgniarka z szerokim uśmiechem na twarzy.
- Gratuluję panu, ma pan śliczną i
dzielną córeczkę. – Uśmiechnęła się promiennie i właśnie chciała odchodzić,
lecz jeszcze ją zatrzymałem
- a co z moją narzeczoną?
- Wszystko dobrze, dzielna z niej dziewczyna,
prawie cały zabieg przeszła bez znieczulenia, bo trzeba było bardzo szybko
ratować dziecko, niestety nie było czasu na to, aby znieczulenie zaczęło działać.
Złapałem się za głowę. Co ta biedna,
krucha mała dziewczynka, moja dziewczynka musiała tam przechodzić? To wszystko
moja wina. Mogłem bardziej uważać, mogłem jej nie zostawiać. Nie miałaby
problemów z ciążą i byłoby wszystko dobrze. Czekałem, aż przewiozą je na sale i
od razu tam poszedłem. Nina była taka spokojna, wykończona, ale miała szeroki uśmiech
na twarzy. Przynieśli nasza córeczkę. Była strasznie podobna do mnie tylko
oczka miała po mamusi.
Nina
Zostałam już przewieziona na salę, Michał
wszedł od razu za mną. Mała przyjechała chwilę później po rutynowych badaniach.
Siatkarz od razu zatopił w niej swoje oczka. Była cała jak tata, tylko oczka miała
po mnie. Od razu Michał domyśliłby się, że dziecko jest jego. Nie ma w niej nic
z Mariusza, w sumie nawet nie ma skąd.
- Antonina. – Powiedział Michał
wyrywając mnie tym z zamyślenia.
- Antonina. – Pokiwałam głową na znak,
że się zgadzam.
Michał poszedł po kawę, a ja w tym
czasie postanowiłam zadzwonić do Mariusza. Odebrał przy ostatnim sygnale lekko
zadyszany.
- Halo? – Powiedział ostrym tonem
- Cześć słoneczko. Dzwonie ci
powiedzieć, że maleństwo jest z nami na świecie. Jestem szczęśliwa. Tęsknie za
tobą.
- będę za tydzień w Polsce. Na razie –
powiedział, po czym się rozłączył. Nie rozumiałam jego zachowania. Jeszcze przed
wyjazdem tyle obiecywał, obiecał, że kupimy dom, tylko po to żeby żyć z dala od
Michała, ślub, kolejne dzieci.
- Przyszłam po dane dziecka.
- Antonina Masternak
- Nina.. – Zaczął Kubiak.
- Chcę żeby miała moje nazwisko
- Kubiak niech pani zapisze. – Zwrócił
się do pielęgniarki – proszę cię nie rób mi tego.
- I co powiem, gdy znowu odejdziesz?
Córeczko masz nazwisko tatusia, bo się deklarował swoją miłością, ale niestety
nie była taka silna i odszedł? Zostawisz nas znowu, ja o tym doskonale wiem! Znowu
przyjdzie i poświeci pizdą! Znowu zmiękną ci kolana i od nas odejdziesz. Nie ufam
ci już.
- Nie mów tak. Wiem, że tak naprawdę
nie myślisz.
- Właśnie tak myślę. Kocham Cię, ale
uwierz mi, że jednocześnie cię nienawidzę!
- Nina nie rób mi tego. Błagam cię.
Tak bardzo mi na Tobie zależy.
- Jestem w stanie wybaczyć ci zdradę,
bo mi również na Tobie zależy. Powiem szczerze, że nie chciałabym cię stracić.
Ale świadomość i ciche szepty mojej podświadomości w kółko podpowiadających mi
o tym, że dotykałeś jej tak samo jak mnie chyba nie dam rady.
Mam nadzieję, że się podoba. mam wizję na ciąg dalszy, ale jakoś nie wiem, co mam pisać aby wyszło tak jak chcę :) napewno nie będzie kolorowo. :)
Pytanie do was.
Kiedy kończymy ? :)
Kolejny po 15 ?
Mam nadzieję, że się podoba. mam wizję na ciąg dalszy, ale jakoś nie wiem, co mam pisać aby wyszło tak jak chcę :) napewno nie będzie kolorowo. :)
Pytanie do was.
Kiedy kończymy ? :)
Kolejny po 15 ?
niedziela, 9 listopada 2014
Czterdzieści Osiem . ♥
Siedziałam spakowana i gotowa
do opuszczenia szpitala. Po dwóch tygodniach męki na szpitalnych łóżkach
marzyłam tylko o swoim wygodnym łóżku i ciepłej, odprężającej kąpieli w wannie
pełnej wody.
- Chodź zabieram cię do domu –
słyszę wesoły głos Michała i po chwili czuję jego delikatne wargi na swoich
skroniach. Uśmiecha się do ciebie szeroko i zabiera twoją torbę i pomaga ci
wstać. Brzuch jest już trochę większy i boli strasznie kręgosłup. – Chodź ciężarówko
- Tylko nie ciężarówko, dobrze?
- Oj no droczę się tylko z
Tobą. – Puszcza oczko. Bezpiecznie odprowadza mnie do samochodu i zamyka za mną
drzwi. Całą drogę spogląda na mnie ukradkiem, uśmiechając się pod nosem. Pod
domem pomaga mi wysiąść i dojść do domu. Sadza mnie na kanapie, a sam idzie
napuścić wody do wanny i dolewa mojego ulubionego lawendowego płynu do kąpieli.
Po wszystkim pomaga dość do łazienki, po czym kieruje się do wyjścia.
- Michał?
- Tak? – Cofa się i patrzy z
zainteresowaniem.
- Pomóż mi się rozebrać.
Spojrzał na mnie niepewnie.
- Proszę.
Podszedł delikatnie do mnie i
pomógł zdjąć ze mnie ciuchy. Oglądał z zainteresowaniem każdy skrawek mojego
ciała.
- nie myślałem, że twoje ciało
przez ten czas tak bardzo się zmieniło.
Powiedział, po czym przykląkł
przed moim nagim ciałem i pocałował mój duży brzuch. Samotna łza gdzieś
spłynęła po policzku. Podniósł się i pomógł mi wejść do wanny, po czym ponownie
zaczął kierować się w stronę wyjścia.
- Zostań ze mną proszę.
Skinął głową, po czym wyszedł
na chwilę i przyszedł z krzesełkiem, które postawił obok. Gładził dłonią moje
włosy, co jakiś czas muskając palcem policzek.
- Dziękuje.
W odpowiedzi poczułam ponownie
jego wargi na swoich skroniach.
Po dłuższym czasie, pomógł mi
wyjść z wanny i ubrać się.
- Rozpakujesz moją torbę? Ja
się trochę zdrzemnę?
- Dobrze.
Pomógł mi dojść do kanapy,
przykrył kocem, po czym złapał moją torbę i poszedł na górę. Po długimi czasie zmorzył
mnie sen.
Perspektywa Michała.
Nina poprosiła mnie, abym rozpakował
jej torbę. Poszedłem, więc na górę, do jej pokoju. Skończyłem chować już jej
wszystkie rzeczy, zostały tylko jej dokumenty, które chciałem schować do szafki
nocnej, ale coś przykuło moją uwagę. Była to niebieska koperta z moim imieniem
w prawym dolnym narożniku. Wiem, że nie powinienem, ale niestety moja ciekawość
wzięła górę. Otwarłem ją i spojrzałem na teks.
Drogi
Michale!!
Jestem tchórzem,
wiem o tym doskonale, ale nie potrafię powiedzieć ci tego wprost. Nie winię cię
za twój wybór. Wybrałeś ją przeze mnie. Odeszdłeś z mojej winy. Nie umiałam o
Ciebie wystarczająco zadbać. Widocznie uznałeś, że znajdzie się taka, która da
ci wszystko, to, czego ja nie potrafię, ale wiesz, co? Ona nie pozwoli ci na
tak dużo. Będą momenty, że twoje marzenia uzna za śmieszne i każe ci się wziąć do
lepszej roboty, że będą jej przeszkadzać twoje ciągłe rozjazdy, aż końcu
odejdzie. Nie będzie umiała znosić ciebie ciągle niezadowolonego z powodu
przegranego meczu, bądź innych dla ciebie ważnych powodów, ale z czasem ty
również zaczniesz odtrącać ją od siebie winiąc, że nie możesz robić tego, co
kochasz, że nie potrafi zaakceptować twojego wyboru. Może wtedy zrozumiesz, że
nasze problemy były błahe, nigdy nie wyśmiałabym Twoich planów, a nawet
pomogłabym ci w ich realizacji i wspierała na każdym kroku w dążeniu do celu.
Proszę cię tylko, pamiętaj, że chcę tylko abyś był szczęśliwy. Jeżeli nie
możesz być ze mną, to bądź z nią. Masz moje błogosławieństwo. Ale zapamiętaj, że
każda dziewczyna, która Cię skrzywdzi jest moim wrogiem i zawsze znajdę sposób,
aby się z nią spotkać, po to żeby policzyć się z nią, za każdą przykrość, łzę
lub smutek z jej powodu. Chciałabym ci również powiedzieć, że mimo wszystko, co
zrobiłeś i to, czego nie zrobiłeś, chcę abyś był obecny w życiu NASZEGO
DZIECKA. Tak skarbie, dobrze przeczytałeś, NASZEGO DZIECKA.! Niestety nie
zdążyłam ci tego w porę powiedzieć, ani sama w porę o tym nie wiedziałam. To
moja wina, nie wiń się za to. Bądź szczęśliwy.
Będę kochać wiecznie.
Twoja
Nina.
Trochę krótko, ale to tylko takie wprowadzenie w to co będzie w kolejnym. Teraz mam dwa dni wolne, więc jeśli się postaracie i do jutra znajdę tutaj ok 12 komentarzy pojawi się kolejny dłuższy. Trochę muszę namieszać bo nie byłabym sobą :)
środa, 5 listopada 2014
Czterdzieści Siedem . ♥
Obudziłam się ze strasznym krzykiem. Byłam cała przepocona, a serce biło w zawrotnym tempie.
Pierwsze, co zrobiłam to spojrzałam gdzie jestem, a następnie na swój brzuch.
Był na swoim miejscu. Michał siedział obok mnie wpatrując się we mnie zdziwiony
wzrok.
- Nina, co się stało? – Od razu zerwał się na równe nogi siadając
obok mnie i głaszcząc po włosach.
- Miałam straszny sen. – Zaczęłam rozpaczliwie płakać.
- Opowiedz mi go.
- Śniło mi się, że zostawiłeś Monikę, że urodziłam, daliśmy
naszemu dziecku na imię Antoś, że Mariusz postanowił zawalczyć o prawa do Arka,
oddaliliśmy się od siebie przez to. Któregoś dnia zapytałeś czy do Ciebie
wrócę, ale wtedy zaniepokoiło mnie to, że Antoś zbyt długo się nie budzi na
jedzenie, podeszłam do niego, a on nie żył. – Wybuchłam histerycznym płaczem, a
Michał delikatnie całował mnie po włosach
- Słońce, spokojnie, to tylko zwykły sen. Jest wszystko dobrze.
Cieszyłam się w tej chwili, że Michał jest przy mnie. Dziękowałam
Bogu, że to był tylko straszny sen, że nasze dziecko nadal nie pojawiło się na
świecie, że żyje.
- Dziękuję ci, że jesteś przy mnie.
- Nie masz, za co mi dziękować. – Powiedział i czule pocałował
mnie w usta. Moje serce zabiło mocniej, a żołądek przyjemnie się skurczył. Było
to uczucie, którego od dawna nie czułam.
Brakowało mi tego uczucia, brakowało mi całego Michała, nigdy nie
chciałam się do tego przyznać nawet sama przed sobą, ale tak naprawdę bardzo za
nim tęskniłam. Gdy odsunęliśmy się id siebie zauważyłam stojącego w drzwiach
Mariusza z uśmiechem na twarzy.
- Przepraszam. Ja już pójdę i zostawię was samych - powiedział Michał i szybko wyszedł
- uśmiechasz się. - Powiedział Mariusz siadając obok mnie
- zawsze się uśmiecham
- ale nie tak. Teraz uśmiechasz się szczerze. To jest uśmiech szczęścia. Przez cały nasz związek nie uśmiechałaś się tak. Ale nie przejmuj się tym. Bardzo się cieszę, ze w końcu to zrobiłaś. Rozmawialiśmy cały czas, jak się okazało jednak ma zamiar walczyć o swojego syna i wie również, że do łatwych zadań to nie należy, ponieważ Paulina, gdy się o tym dowiedziała wyleciała z Arkiem do Wielkiej Brytanii. Postanowił zgłosić to na policję, ponieważ podchodzi to pod uprowadzenie. - Jeśli go kochasz to daj mu szansę. - Powiedział, po czym pocałował mnie w czoło i wyszedł. Zostawił mnie sama z całym natłokiem moich myśli. Czy ja go w ogóle jeszcze kocham? Czy ja w ogóle chcę jeszcze z nim być? Czy chcę, żeby to on wychowywał nasze dziecko? Nie jestem do końca przekonana, czy w ogóle dorósł do roli ojca. Pewnie po pierwszej nocy spędzonej z dzieckiem w domu ponownie wyładowałby pomiędzy udami Moniki. Nie wiem. Coraz więcej pytań rodziło się w mojej głowie, ale tez coraz to mniej odpowiedzi.
- Pani Nino, niech pani położy się spać. Powinna pani odpoczywać, a nie zadręczać się myślami.
- łatwo pani mówić.
- Może chcę pani o tym z kimś porozmawiać?
- Bardzo chętnie. Doktor Kalicka usiadła obok mnie i uważnie słuchała każdego wypowiedzianego przeze mnie słowa, dokładnie analizując.
- Z tego, co pani mówi to pomiędzy panią i panem Mariuszem wciąż jest przyjaźń. Niby żyjecie w związku, ale tak naprawdę, żadne z was nie chcę przekroczyć nadal żadnych granic przyjaźni. - Zaczęła chwilę dogłębnie się zastanawiać. - Ale na pani miejscu już bym wolała ich nie przekraczać tylko dać panu Michałowi szansę. Chociażby do porodu. Nie mówię, że ma pani od razu rzucać się w ramiona, ale chociaż sprawdzić czy zawalczy, czy będzie w stanie wychować wasze dziecko. To jest dla was wielką szansa na stworzenie dziecku prawdziwej kochającej się rodziny. Pani wciąż go kocha, on panią tez. Bardzo często spotykam go śpiącego w nocy na korytarzu przed pani salą. I ani myśli opuścić szpitalny korytarz. Czuwa tutaj nad panią jakby ktoś chciał panią skrzywdzić. Codziennie jest u nas w kantorku i pyta o stan właśnie pani, nie dziecka. Pani. Więc proszę sobie to na spokojnie przemyśleć. Przyjdę za godzinę zmierzyć pani ciśnienie.
Tak po prostu wyszła. Tak samo jak Mariusz. Tylko, że tym razem myśli było jeszcze więcej.
- Przepraszam. Ja już pójdę i zostawię was samych - powiedział Michał i szybko wyszedł
- uśmiechasz się. - Powiedział Mariusz siadając obok mnie
- zawsze się uśmiecham
- ale nie tak. Teraz uśmiechasz się szczerze. To jest uśmiech szczęścia. Przez cały nasz związek nie uśmiechałaś się tak. Ale nie przejmuj się tym. Bardzo się cieszę, ze w końcu to zrobiłaś. Rozmawialiśmy cały czas, jak się okazało jednak ma zamiar walczyć o swojego syna i wie również, że do łatwych zadań to nie należy, ponieważ Paulina, gdy się o tym dowiedziała wyleciała z Arkiem do Wielkiej Brytanii. Postanowił zgłosić to na policję, ponieważ podchodzi to pod uprowadzenie. - Jeśli go kochasz to daj mu szansę. - Powiedział, po czym pocałował mnie w czoło i wyszedł. Zostawił mnie sama z całym natłokiem moich myśli. Czy ja go w ogóle jeszcze kocham? Czy ja w ogóle chcę jeszcze z nim być? Czy chcę, żeby to on wychowywał nasze dziecko? Nie jestem do końca przekonana, czy w ogóle dorósł do roli ojca. Pewnie po pierwszej nocy spędzonej z dzieckiem w domu ponownie wyładowałby pomiędzy udami Moniki. Nie wiem. Coraz więcej pytań rodziło się w mojej głowie, ale tez coraz to mniej odpowiedzi.
- Pani Nino, niech pani położy się spać. Powinna pani odpoczywać, a nie zadręczać się myślami.
- łatwo pani mówić.
- Może chcę pani o tym z kimś porozmawiać?
- Bardzo chętnie. Doktor Kalicka usiadła obok mnie i uważnie słuchała każdego wypowiedzianego przeze mnie słowa, dokładnie analizując.
- Z tego, co pani mówi to pomiędzy panią i panem Mariuszem wciąż jest przyjaźń. Niby żyjecie w związku, ale tak naprawdę, żadne z was nie chcę przekroczyć nadal żadnych granic przyjaźni. - Zaczęła chwilę dogłębnie się zastanawiać. - Ale na pani miejscu już bym wolała ich nie przekraczać tylko dać panu Michałowi szansę. Chociażby do porodu. Nie mówię, że ma pani od razu rzucać się w ramiona, ale chociaż sprawdzić czy zawalczy, czy będzie w stanie wychować wasze dziecko. To jest dla was wielką szansa na stworzenie dziecku prawdziwej kochającej się rodziny. Pani wciąż go kocha, on panią tez. Bardzo często spotykam go śpiącego w nocy na korytarzu przed pani salą. I ani myśli opuścić szpitalny korytarz. Czuwa tutaj nad panią jakby ktoś chciał panią skrzywdzić. Codziennie jest u nas w kantorku i pyta o stan właśnie pani, nie dziecka. Pani. Więc proszę sobie to na spokojnie przemyśleć. Przyjdę za godzinę zmierzyć pani ciśnienie.
Tak po prostu wyszła. Tak samo jak Mariusz. Tylko, że tym razem myśli było jeszcze więcej.
Trochę późno wiem, ale nie miałam kiedy :(
Następny 14 komentarzy
środa, 29 października 2014
Czterdzieści Sześć . ♥
Stwierdziłam, że dziecko będzie miało na imię Antoś, a
nazwisko moje. Po trzech dniach wypuścili nas w końcu do domu. Mariusz odebrał
nas ze szpitala. Cieszył się z tego maleństwa jakby było jego, nie Michała. Sam
postanowił zawalczyć o to, aby Paulina oddała mu dziecko. Przekraczając próg
mieszkania zobaczyłam wszystkich naszych znajomych. Tych nawet niechcianych,
ponieważ pojawiła się tam również Paulina. Podeszła do nas z tym swoim głupim
uśmieszkiem.
- Mariusz jakoś nie podobne do Ciebie. Musiała cie ta
twoja dziewczyna poruchać na bokach. – Zaśmiała się szyderczo
- Proszę Cię nie zaczynaj, dobrze? – Zwrócił się
spokojnie Mariusz do jeszcze swojej żony
- Ojejku, przepraszam.
- A z resztą, co ty tutaj robisz?
- Przyszłam z Jochenem. A coś nie pasuje? Zaprosił mnie
tutaj
- Jochen, dlaczego?
- Sama się wprosiła?
Udało się nam ją wyprosić i impreza powitalna do końca
była bardzo udana. Michał, co prawda wcale nie odchodził od łóżeczka małego,
ale jest mu to wybaczalne, ponieważ tak bardzo się staraliśmy o te maleństwo.
Michał nabawił się kontuzji i spędzał całe dnie ze mną i
dzieckiem w domu. Nie było mi łatwo, ale siatkarz bardzo cieszył się z
możliwości spędzenia z dzieckiem jak najwięcej czasu. Mariuszowi to nie
przeszkadzało, z resztą i tak za bardzo był pochłonięty treningami i walką o
małego, że w tym czasie zdążyliśmy się od siebie oddalić. Mariusz postanowił
wrócić do siebie, do swojego mieszkania. Mi nie było łatwo samej radzić sobie z
dzieckiem, bo wiadomo, nie będę z każdym drobnym problemem biegać do Kubiaka.
Pewnego popołudnia siedzieliśmy z Michałem w kuchni i
piliśmy herbatę szczerze rozmawiając. Michał zboczył na zupełnie inny temat.
- Nina, widzę, co się dzieje między Tobą, a Mariuszem.
Może dasz nam szanse, tą ostatnią. Popełniłem najgorszy błąd w swoim życiu i
błagam wybacz mi to. Nie było to celowe z mojej strony. To był impuls. Chwila
słabości. Między nami było ciężko, wiem, że akurat wtedy najbardziej
potrzebowałaś mojej pomocy, a ja ci jej nie dałem. Ale rozumiałem to. Błagam
wróć do mnie.
- Michał proszę odpuść.
- Nina, proszę cię. Nie skreślaj nas przez mój jeden,
głupi błąd. Zraniłem Cię, zachowałem się jak dupek, ale obiecuję ci, że
naprawię to.
- Czekaj, Antek powinien obudzić się już 10 minut temu na
jedzenie.
Podeszłam do łóżeczka, a ciało małego było bezwładne.
Zaczęłam nim szybko potrząsać i krzyczeć. Podbiegł do mnie przerażony Michał.
Zaczęłam płakać, a on szybko zaczął dzwonić na pogotowie. Przyjechali po
niespełna 20 minutach.
- Zgon nastąpił o godzinie 13.24. Przykro mi.
Tak, wiem, krótkie. Ale obiecuję, że w następnym wam to wynagrodzę i może zaskoczę ?
A więc 15 kom- następny :D
Uwierzcie mi, że warto! :D
poniedziałek, 27 października 2014
Czterdzieści Pięć . ♥
W szpitalu leżałam
tydzień i dwa dni. Michał przez cały ten czas nie odpuszczał i całe dnie
przesiadywał w szpitalu, jak nie u mnie na Sali to na korytarzu. Z Mariuszem
czekała mnie poważna rozmowa, ale niestety w szpitalu nie mieliśmy, kiedy
porozmawiać, ponieważ co wszedł do mnie Mariusz zaraz za nim pojawiał się Kubiak.
- Cześć skarbie. – Powiedział uśmiechnięty Mariusz
wchodzący do domu, po czym podszedł i pocałował mnie w skroń.
- Cześć myszko. – Powiedział Michał, który wszedł zaraz
po Wlazłym i również chciał uczynić ten sam gest, co jego kolega z drużyny.
- Michał daj jej spokój. – Powiedział atakujący, na co
przyjmujący zgromił go wzrokiem.
Tak mijał każdy kolejny dzień na podobnych scenach.
Święta Wielkanocne spędziliśmy w dziwnym gronie. Przy stole siedzieliśmy
wszyscy razem z Kubiakiem, Wlazłym, Przemkiem z dziewczyną oraz Amelią i
Krzyśkiem. Krzysiek wszystko Amelii wybaczył i postanowili sobie dać szansę.
- Chciałbym wam na chwilę przeszkodzić. – Powiedział głośno
Ignaczak. Wszyscy skierowali swój wzrok na jego osobie. – W ten oto dzień
chciałbym, aby każdy z was był świadkiem tego oto zdarzenia, które za chwilę
będzie miało miejsca. – Powiedział, po
czym przykląkł na jedno kolano i wysunął w kierunku Weberki czerwone pudełeczko
w kształcie róży. W jej oczach zaświeciły się iskierki szczęścia. – Amelio Weber
czy oto tutaj w gronie naszych najbliższych zgodzisz się zostać moją żoną? – Spojrzał
na nią a ta wesoło zaczęła kiwać głową i wystawiła dłoń, na której palec wsunął
Libero pierścionek. Uradowana dziewczyna rzuciła mu się w ramiona i zaczęła
piszczeć ze szczęścia. Mariusz widząc tą scenę mocno mnie do siebie przytulił i
pocałował czule. Rozwścieczony Michał gwałtownie odsunął krzesło od stołu i
poszedł do swojego pokoju mocno trzaskając drzwiami.
Do daty porodu zostały tylko dwa tygodnie. Amelia wciąż
ze mną siedziała, Mariusz i Michał wciąż wokół mnie skakali i zaczęli mnie
denerwować. Dzień za dniem mijał coraz szybciej, a ja w duszy cieszyłam się, że
w końcu mój mały świat wezmę w swoje ramiona.
Dzień porodu.
- Nina na pewno masz wszystko spakowane? Jak Mariusz
przyjedzie to nie będzie czasu na latanie i zbieranie wszystkiego po kolei.
- Daj spokój jeszcze nie rodzę- zaśmiałam się do
zmartwionej przyjaciółki
- Właśnie! Jeszcze.
- Daj mi spokój idę do łazienki.
Weszłam do łazienki i nawet nie zdążyłam zdjąć spodni, a
poczułam, że odchodzą mi wody.
- Amelia, przynieś
mi spodnie dresowe te, które mam uszykowane na fotelu.
- Kurwa, a ty, co? Popuściłaś? – Spojrzała na mnie i
zaczęła się śmiać.
- Wody mi odeszły.
- Że co zrobiły? Boże ja dzwonie szybko po Mariusza,
Przemka czy po kogokolwiek. – Wybiegła szybko z łazienki a ja w spokoju
przebrałam spodnie i złapałam za kluczyki od samochodu.
- Jedziesz?
Szybko pobiegła za mną i całą drogę do samochodu kłóciła
się ze mną, że to ona poprowadzi samochód, na co ja się nie zgodziłam, bo cała
i zdrowa chciałam dotrzeć do szpitala. Całą drogę przeżywała i dzwoniła do
każdego chyba ze swojej listy kontaktów w telefonie żeby każdego poinformować,
że jedziemy na porodówkę. Lekarze widząc mnie wysiadającą zza kierownicy
złapali się za głowy i przyjechali po mnie z wózkiem inwalidzkim za co jeszcze
im się oberwało bo nie jestem ciężko chora żeby jeździć na wózku, w tym czasie
gdy jakaś starsza pani będzie potrzebująca.
Usadzili mnie na łóżku i zaczęli badać, okazało się, że
mam 9 cm rozwarcia i mocne Skórcze porodowe, których wcale nie czułam. Dostałam
znieczulenie i zawieźli mnie prosto na porodówkę, na której po chwili zjawili
się chłopacy.
- Kto jest ojcem? – Zapytała pielęgniarka
- JA! – Krzyknęli oboje
- To który? – Zapytała jeszcze raz
- On – powiedział Mariusz wskazując Michała.
Pielęgniarka wyprosiła Mariusza na korytarz, a Michała
ubrała w specjalny fartuch. Podszedł do mnie i mocno złapał za rękę. Lekarka
cały czas kazała mi przeć.
- Nie widzisz idiotko, że cały czas prę? Żeby ślepota
odbierała porody, to jest absurdalne! – Krzyczałam na całą sale, przez co Michał
zatykał mi swoją ręką usta. Ból stawał się coraz większy, a Michał szeptał mi
cały czas na ucho, że będzie dobrze.
- Spierdalaj i mnie nie wkurwiaj! Gdyby nie chciało ci
się zamoczyć nie musiałabym tutaj teraz siedzieć z rozwartymi girami, dziurą w
pizdzie i wychodzącym z niej dzieckiem! To wszystko Twoja wina! Więcej już ci
kurwa nie dam!
- Proszę krzyczeć dalej pani Nino, dziecko za chwilę
będzie z nami.
- Sam sobie debilu krzycz, a nie mnie tutaj denerwujesz!
Kuuurwa mać, ała jak to boli. – Krzyczałam a Kubiak zrobił się blady jak ściana
– i czego się tu roździwiu boisz? Ja tu się męczę a ty się wielce boisz? – Krzyczałam
dalej i po chwili usłyszałam że już i płacz dziecka, które za chwile pojawiło
się na mojej klatce piersiowej.
- Była pani bardzo dzielna. Gratuluję ślicznego synka. – Powiedział
doktor po czym uśmiechnął się do mnie.
Siedziałam wpatrzona w maleństwo, Michał pocałował mnie w
skroń i pogratulował. Pielęgniarka zabrała dziecko do badań a mnie przewieźli
na sale. Miałam pół godziny na kąpiel więc szybko wskoczyłam pod prysznic,
oczywiście z pomocą położnej. Położyłam się do łóżka i pielęgniarka pozwoliła
wejść gościom do mnie. Michał pierwsze co zrobił mocno mnie do siebie przytulił i wziął nasze dziecko na ręce zaraz po tym jak przyniosła je pielęgniarka.16 = komentarzy kolejny :D
czwartek, 23 października 2014
Czterdzieści Cztery . ♥
Amelia o ciąży dowiedziała się dopiero miesiąc po mistrzostwach, była zdziwiona, ale przy okazji wściekła na Michała. Wspierała mnie przez cały ten czas. Przez kolejne miesiące starałam się unikać jakiegokolwiek kontaktu z Michałem, ale niestety fakt, że mieszkaliśmy w jednym domu i to Monika zamieszkała razem z nim w niczym mi nie pomagało. Wciąż na każdym kroku wchodziła mi w drogę i kończyło się na ostrej wymianie zdań. Nie raz gdybym mogła zabiłabym sukę gołymi rękoma tylko Mariusz zdążył mnie złapać w odpowiednim momencie. Michał oświadczył się Monice zaraz po tym jak Mariusz oświadczył się mi. Do teraz nie wie że dziecko jest jego. Monika wciąż nagaduje go na dziecko, ale Michał wciąż jej odmawia tłumacząc się, że teraz jest odpowiedni moment aby jego kariera zawodowa jeszcze bardziej się rozwinęła. Amelia wciąż go omijała, żeby tylko nie powiedzieć mu wszystkiego co myśli na jego temat i przy okazji żeby nie wygadać, że to on jest ojcem dziecka.
Stałam w kuchni i gotowałam obiad dla siebie i Mariusza,
głaszcząc się przy tym po brzuchu. Zostały już tylko niecałe 3 miesiące i owoc mojej
nieudanej miłości z Michałem przyjdzie na świat.
- Nie głaszcz się już tak po tym brzuchu. I tak wyglądasz
jak spasiona świnia. – Zaśmiała się Monika chodząca w samej bieliźnie po domu.
- Ubierz się nie jesteś u siebie żeby się tak panoszyć.
- jeszcze nie jestem. Michał ostatnio sam mi
zaproponował, że mnie tutaj zamelduje abym mogła tutaj już spokojnie mieszkać. Po za tym zazdrosna jesteś? Boisz się, że Mariusz zrezygnuje z twojego grubego cielska, gdy zobaczy mnie, taką zgrabną? seksowną ?
- Chuja, chyba go skóra na jajach ciśnie. Dom jest zapisany na
mnie i bez mojej zgody Ciebie tutaj nie zamelduje. A Mariusz czuje do twojej osoby obrzydzenie. - uśmiechnęłam się złośliwie
- Zazdrościsz nam miłości. Przyznaj się. Zazdrościsz, że
ty nie jesteś na moim miejscu.
Zabolało. I to bardzo. Wiedziała jak mnie podejść.
- Posłuchaj mnie szmato. – Stanęłam naprzeciwko niej z
nożem skierowanym w jej stronę – powiedz jeszcze słowo, a uzdrowiona będzie
dusza twoja, ale jak ci przypierdole to od razu znajdziesz kurwa drogę prosto
do bramy i w podskokach będziesz do niej biegła żeby być tylko z dala od tego
domu!
- Uważaj dziecino, bo sobie krzywdę zrobisz, jeszcze
Mariuszowi się też ciebie odechce i wtedy będziesz płakać.
- Powiem ci, że mało wiesz o swoim „ narzeczonym „ –
mówiąc narzeczonym wzięłam te słowo w tak zwanego króliczka – jeszcze niedawno
prosił mnie, abym zmieniła zdanie i do niego wróciła.
Oburzyła się i wyszła. Poczułam silny ból w okolicach
podbrzusza i zgięłam się aż w pół
- Proszę skarbie jeszcze trochę, nie rób mi tego. Błagam.
– Prosiłam przez łzy, w idealnym momencie do domu wbiegł Mariusz i szybko do
mnie podbiegł, po czym szybko zawiózł mnie do szpitala.
Perspektywa Mariusza
- Doktorze, co z nią? - zapytałem przerażony
- Dzięki pana nagłej pomocy udało nam się uratować
dziecko. Pani Nina z powodu zbyt dużego stresu prawie, co nie poroniła ciąży.
Na chwilę obecną stan dziecka jest już stabilny. Kolejne godziny będą
decydujące. Na razie daliśmy zastrzyk na podtrzymanie ciąży, jeśli wystąpią
komplikacje podejmiemy decyzję o cesarskim cięciu. Będziemy robić wszystko, co
będzie w naszej mocy. Może pan do niej wejść.
- Dziękuję bardzo.
Podszedłem pod drzwi i przez szklane okienko w nich
spojrzałem na Ninę zalaną łzami i głaszcząca brzuch. Zagotowało się już we
mnie. Po cichu wszedłem do Sali i usiadłem obok.
- Jak się czujesz? To przez Monikę prawda? – Nie
odpowiedziała tylko pokiwała głową na znak, że mam rację. Rozwścieczony wybiegłem
z Sali i ruszyłem w stronę domu. Nie interesowało mnie w tej chwili nic, cisnąłem w podłoge ile fabryka dała. W zakręt pod domem wjechałem z obrotem. Wbiegłem do domu jak poparzony, akurat Michał
z Moniką igraszkował w salonie. Miałem to gdzieś, że są nadzy..
- Ty się tu kurwa gździsz z tą ździrą, a Nina walczy
kurwa w szpitalu o życie twojego dziecka, bo przez tą dziwkę tutaj o mało, co
go kurwa nie straciła! – Krzyczałem jak najęty, Monika narzekała cały czas, że
jestem swinią i w ogóle i chowała się pod kocem. Michał słysząc, że to jego
dziecko z całej siły zrzucił z siebie Monikę i zaczął się ubierać nie reagując
na krzyki swojej partnerki.
- Tak kurwa ! Dobrze słyszałeś! Twojego dziecka !
- Tak kurwa ! Dobrze słyszałeś! Twojego dziecka !
Perspektywa Michała.
Przyszedłem po treningu i w kuchni zastałem ładnie
uszykowany stół i zastałem tam pyszny obiad. Monika była uradowana i szybko
zapraszała mnie do stołu. Po obiedzie zachciało się jej małego, co nie, co więc
wybraliśmy kanapę, ponieważ zapewniała mnie, że Nina z Mariuszem tak szybko nie
wrócą. Mimo, że byłem zmęczony na odczepne postanowiłem się zgodzić. Właśnie Monika siedziała na mnie, gdy do domu wbiegł rozwścieczony Mariusz i zaczął obrażać Monikę, po czym powiedział, że Nina walczy o moje
dziecko w szpitalu. Jak moje dziecko? Przecież mówiła, że to dziecko Mariusza,
nie moje. Szybko podniosłem się
zrzucając Monikę na podłogę i szybko zacząłem się ubierać. Nie słuchałem nawet tego,
co mówi ona do mnie tylko szybko biegłem w stronę drzwi. Mariusz zaproponował,
że pojedzie tam razem ze mną. Całą drogę myślałem o tym, że przez tą cholerną
wywłokę mogłem stracić moje dziecko. Dziecko, które nosiła w sobie kobieta
mojego życia. Kobieta, którą mimo wszystko cały czas kocham. Pod salą Mariusz mnie poprosił, żebym po dwóch minutach wszedł do
środka. Posłuchałem go i z zegarkiem w ręku siedziałem pod drzwiami.
Perspektywa Niny.
Mariusz wrócił, ale jakoś dziwny. Spojrzałam na niego a
on na mnie. Chciałam się właśnie odezwać, ale on zdążył mnie wyprzedzić.
- wiem, że nigdy mi tego nie wybaczysz, ale nie pozwolę
żeby ta wywłoka niszczyła wam życie. Kocham Cię Nina, ale wiem, że ty wciąż
kochasz Michała i nie będziesz w stanie pokochać mnie.
- Mariusz, przestań.
- Nie przerywaj mi mam dwie minuty. Chcę żebyś była
szczęśliwa i nie chcę, stać na jego drodze oraz patrzeć jak sama go od siebie
odpychasz. Dziecko zasługuje na szczęśliwą rodzinę, a nie na to, aby ktoś był z
kimś z powodu potrzeby bycia z kimś. Powiedziałem Michałowi, że to jego
dziecko.- Równo z ostatnim zdaniem otwarły się drzwi, a w nich stanął Michał.
- Mariusz nie miałeś prawa.!
- Właśnie, że miał prawo. Dlaczego od razu nie
powiedziałaś mi o tym, że jesteś ze mną w ciąży, że w końcu spodziewasz się
naszego dziecka? Nina.. – Ukląkł przy
moim łóżku ze łzami w oczach – Kocham cię cały czas jak wariat. Monika za
bardzo mi nagadała i głupi uwierzyłem w to, że z Tobą nie mam szans na
szczęśliwą rodzinę. Szantażowała mnie cały czas, że jeśli od niej odejdę
zniszczy Tobie życie. Robiłem to dla Ciebie.
- Co ten skurwiały frajer tu robi? – Zapytała Amelia, a
Mariusz wyszedł razem z nią na korytarz.
- Proszę cię. Wybacz mi i zapomnij o tym co było.
- Mam ci wybaczyć i zapomnieć o tym co mi zrobiłeś?
Wybacz, ale nie jestem Jezusem, ani nie mam Alzhaimera. To jest moje dziecko, a
ty trzymaj się ode mnie i od niego z daleka!
Kolejny = 13 komentarzy
środa, 22 października 2014
Czterdzieści Trzy . ♥
Następnego dnia Amelia zawiozła mnie do chłopaków, a sama
pojechała do swoich rodziców do Warszawy. Niestety musiałam już wrócić do
pracy. Michał próbował ze mną porozmawiać, ale wciąż go unikałam bo wciąż
kręciła się koło niego Monika. Z dnia na dzień zaczęłam coraz częściej spędzać
czas z Mariuszem. Jak się okazało Paulina zostawiła go i wyjechała z Arkiem do
Anglii. Chciałby walczyć o małego, ale w żaden sposób nie jest w stanie wygrać
wyłącznych praw do niego ponieważ jest w ciągłych rozjazdach. Po milionach
wylanych potach na treningach i meczach chłopakom udało się zdobyć złoto. Byłam
z nich bardzo dumna bo mimo, że na każdym z chłopaków odbijały się moje relacje
z Michałem udało im się spełnić ich największe marzenie. Stwierdzili, że beze
mnie by nie wygrali bo byłam ich największą motywacją i na podium stałam razem
z nimi w koszulce Wlazłego z podpisami wszystkich. Na koniec zawiesili na mnie
wszystkie medale i śmiali się, że święta się zbliżają bo choinka już jest
ubrana. No i oczywiście puchar również trafił na końcu w moje dłonie. Każdy
miał w oczach łzy szczęścia. Chyba nadal nie mogli po prostu w to uwierzyć.
Uwierzyć w wygraną. Anastasi płakał razem z nimi. Dziękował mi, że mimo
problemów prywatnych potrafiłam spiąć tyłek i poprowadzić chłopaków razem z nim
do złota. Pod koniec Mariusz podbiegł do mnie mocno złapał mnie w ramiona i
wpił się namiętnie w moje usta. Sytuację zauważył Kubiak i rozwścieczony
wybiegł z hali.
Kilka dni po Mistrzostwach.
Siedziałam w domu i czekałam na Mariusza. Stwierdził, że
musi przyjechać do mnie bo musi mi coś ważnego powiedzieć. Ja również muszę mu
coś powiedzieć. Usłyszałam trzaśnięcie drzwiami i szybko się zerwałam i
zobaczyłam Monikę.
- Puka się jak się nie wchodzi do siebie.
- Jestem u Siebie.
- Chyba jak sobie to namalujesz.
Odeszła bez słowa do Michała, który tylko zgromił mnie
wzrokiem. Bolało mnie to, że Michał od razu wrócił do Moniki. Z Mariuszem od
czasu pocałunku po rozdaniu medali nie zbliżyliśmy się już do siebie aż tak.
Gdy w końcu usłyszałam, że Mariusz już stoi pod drzwiami szybko otwarłam i
wpuściłam go do środka.
- Chodź pierw na ogród nie chce, żeby ktoś słyszał. –
Powiedziałam i ruszyłam w danym kierunku a on ruszył za mną. – Pozwól, że
powiem pierwsza, dobrze? – Spojrzałam na niego a on tylko skinął głową. –
Wtedy, gdy byliście tutaj, co przyjechał Michał, pamiętasz? Spałeś ze mną. Na
następny dzień miałam wizytę u ginekologa ponieważ zbyt często źle się czułam.
Myślałam, że może jakieś powikłania po zabiegu, albo coś podobnego. – Zacięłam się, a z oczu zaczęły mi lecieć
łzy. – Bałam się, że może znowu coś mnie zaatakowało, że może jakiś nowotwór,
albo jakiś znowu guz, cokolwiek. Ale to co myślałam, to nic w porównaniu z tym
co mi powiedział lekarz. – Popłakałam
się na dobre. – Mariusz, ja jestem w ciąży. – Wybuchłam głośnym płaczem.
Mariusz spojrzał na mnie przerażony i od razu przytulił mnie do siebie.
- Nina, ja Ciebie kocham. Pomogę ci wychować, będę
wychowywał jak swoje, nie martw się damy radę, nie jesteś sama. – Mówił gładząc
mnie po włosach. Spojrzałam na niego
sparaliżowana
- Kochasz mnie?
- To właśnie chciałem ci powiedzieć. Po to właśnie tutaj
przyjechałem.
Odsunęłam się od niego kawałek i złapałam się za głowę.
- Mariusz..
- Ja wiem, kochasz nadal Michała, ale ja poczekam. Może
kiedyś będziesz w stanie pokochać mnie tak jak jego. Dam ci tyle czasu ile
tylko będziesz chciała.
- Dziękuję. – Powiedziałam i przytuliłam się do niego.
- Dasz nam szansę?
- Dam. – Powiedziałam i złożyłam delikatny pocałunek na
jego ustach.
Posiedzieliśmy jeszcze trochę i poszliśmy zrobić coś do
jedzenia. W salonie akurat siedział Michał z Moniką. Mariusz spojrzał na niego
z pogardą. Postanowiliśmy zrobić rigatoni ponieważ na to właśnie miałam ochotę.
Wlazły ze wszystkim mi pomagał, w dosłownym słowa znaczeniu obchodził się ze
mną jak z jajkiem. Pilnował żebym się nie uderzyła o nic, nawet jak palec sobie
lekko przyskrzyniłam szufladą zaczął panikować i całować mnie po nim żeby tylko
przestał.
- Mariusz przecież ja nie jestem chora!
- Tak! Ale jesteś w ciąży!
- Ciąży? – Zapytał osłupiały Michał
- Przesłyszałeś się.
- Tak. Nina jest w ciąży. – Odpowiedział z triumfalnym
uśmiechem Mariusz.
- Ale ze mną? – Zapytał zachwycony Kubiak
- Ale że co? Michał, jak z Tobą? – Oburzyła się Monika.
- To dziecko Wlazłego. – Odpowiedziałam i wyszłam
pośpiesznie z pomieszczenia, łzy zbyt silnie cisnęły się do oczu.
Kolejny = 13 komentarzy
Subskrybuj:
Posty (Atom)


.jpg)




.jpg)

.gif)
